piątek, 29 maja 2015

O tym co zawiśnie na krzywych ścianach

Postanowiliśmy ostatnio z Ewą, że przy okazji remontu naszego gniazdka zmienimy nieco wygląd naszych ścian. I wcale tu nie chodzi o nowe kolory, ale o to co na nich wisi.

Ten kto miał przyjemność zwiedzić nasze nowodworskie apartamenty, z pewnością zauważył, że na ścianach salonu królują wszelkiej maści fotki z wakacji tudzież z innych wojaży, oraz ogromna, co to dużo gadać: ohydna fotografia Sagrady Familii z Barcelony.

Pomysł na nową aranżację był prosty: tak się złożyło, że kilku moich znajomych po godzinach maluje sobie coś hobbystycznie. Stwierdziliśmy, że chyba lepiej będzie nabyć coś od nich niż od (przypadkowego) pana stojącego ze swymi dziełami na Barbakanie.

Krótka piłka: kilka telefonów, kilka maili, kilkanaście przesłanych zdjęć i wybraliśmy trzy obrazy, które nam się wspólnie podobały. Tak nawiasem to stała się rzecz niemożliwa -- mimo ogromnych różnic jeśli chodzi o poczucie estetyki, byliśmy w stanie bardzo szybko znaleźć wspólny mianownik i wybrać to, co nam się obojgu podoba.

1, 2, 3, sprzedane.

Oryginalne obrazy naszych znajomych zawisną na naszych ścianach.

Hurra!




środa, 13 maja 2015

Bex

Kończę właśnie czytać Beksińscy - portret podwójny Magdaleny Grzebałkowskiej. Książkę kupiłem w sumie tylko ze względu na Zdzisława Beksińskiego, którego malarstwo, przyznaję, uwielbiam. I przyznaję również, że jedyne co do tej pory wiedziałem o jego synu, to to, że był dziennikarzem radiowym i że popełnił samobójstwo. Nic więcej. 

Kupiłem więc książkę, żeby bliżej poznać Zdzisława jako człowieka. Jak się spojrzy na te jego obrazy, pełne grozy, strachu, śmierci, można mieć wrażenie (tam wrażenie, można mieć niemal pewność), że namalowała je równie mroczna osoba, jakiś typ dziwaka i odmieńca mającego nierówno pod sufitem. Książka o nim musi być więc ekscytująca, prawda? Jego syn to pewno taki trochę zapychacz do całej tej opowieści. Nudny synek wspaniałego malarza, ekscentryka i dziwaka.

Tak dokładnie myślałem (pardon za moją niewiedzę o Tomaszu) stojąc przy kasie w księgarni.

Jak wcześniej napisałem, prawie już przeczytałem tę książkę (zostało marnych dwadzieścia stron, wciągnę je nosem jutro w pociągu) i wrażenie jest zgoła odmienne.

Tak w skrócie, żeby nie zanudzić:
  • Zdzisław Beksiński okazał się być wcale nie ekscentrykiem, który ma nierówno pod sufitem, a wręcz zupełnie odwrotnie. Znajomi i przyjaciele wspominają go jako zupełnie normalnego faceta, bardzo inteligentnego, o dużym poczuciu humoru, otwartym na ludzi (czasem nawet aż za bardzo, miał duże problemy z asertywnością), raczej o umyśle ścisłym niż humanistycznym (w sumie z wykształcenia był przecież architektem, sic!).

    To był facet, który stołował się najchętniej w McDonaldzie, KFC czy innej PizzaHut, uwielbiał colę (pił ją litrami), piwo, a najwięcej prac stworzył  mieszkając w blokowisku na warszawskim Służewcu.

    Jasne, miał swoje drobne dziwadła (nie lubił dzieci, nie lubił być dotykany przez obce osoby), ale wydaje mi się, że były one ,,w normie".
  • Z kolei Tomasz Beksiński, paradoksalnie okazał się być osobowością ciekawszą od ojca.

    Jest zdanie w tej książce, wypowiedziane przez przyjaciela rodziny, który chyba najlepiej scharakteryzował ojca i syna. Brzmiało mniej-więcej tak, że o ile "stary" Beksiński był spokojnym, serdecznym człowiekiem, który tylko malował straszydła, o tyle "młody" był takim straszydłem i tymi straszydłami żył na co dzień.

    Młody Beks jest ukazany jako osoba szalenie konfliktowa (znęcał się nad własnymi rodzicami), bezkompromisowa, niemalże niezdolna do żadnej empatii. Często znajomi mówią o nim jak o dziecku, które nigdy nie dorosło. W ogóle jest ogromny kontrast jeśli chodzi o wypowiedzi znajomych rodziny. O Zdzisławie w ogromnej większości przeważają głosy pozytywne, o Tomaszu pozytywnych opinii jest jak na lekarstwo.

    Owszem, też był inteligentny, ale za to szalenie wybuchowy. Miał ogromną wiedze o muzyce, ale gardził opiniami innych. Prowadził świetne audycje, ale nie szanował pracy innych. Zawsze było jakieś "ale", które nie pozwalało ludziom przebywać z nim dłużej. Nie przyjaźnił się praktycznie z nikim, wszystkie jego dziewczyny miały o nim i w sumie można powiedzieć, że mają, kiepskie zdanie.

    Z drugiej strony jest coś niesamowitego jeśli posłucha się jego audycji, są dostępne na YouTube. W sumie nie żałuję, że dopiero teraz je "odkrywam", wtedy kiedy powstawały i kiedy były prowadzone, byłem po prostu jeszcze zbyt smarkaty żeby je zrozumieć.

    Kapitalne są też jego felietony pisane do ,,Tylko rocka".

    Taki dr Jekyll i Mr Hyde. Podniecające, prawda?